Kilka dni temu, zupełnie nieopatrznie i mimochodem, wdałam się w niefortunną wymianę maili z panem, z którym, jak się okazuje, nie mam nic wspólnego.
Dlaczego się w to wplątałam? Dlatego, że natrafiłam w ulubionym tygodniku na notatkę o producencie „edukacyjnych” zabawek dla dzieci, który w nich prezentuje swoje osobiste opinie o gorących politycznych tematach jako udowodnione fakty, i oburzenie mnie poniosło, bo sprawę edukacji przyszłości narodu uważam za bardzo istotną.
Nie mam zamiaru wdawać się w dyskusje o polityce, ale to jest sprawa po części kognitywna.
Napisałam do pana producenta, że, owszem, jak każdy, ma prawo mieć opinie o czym chce, ale wciskanie ich jako fakty naiwnym młodym duszom i to podczas zabawy nie jest OK. Tego już nie napisałam, ale chyba przecież każdy w miarę myślący człowiek wie (albo w każdym razie powinien wiedzieć) na czym polega różnica między faktem a opinią i dlaczego opinie powinny być przedstawiane jako opinie a nie jako fakty.
W odpowiedzi bezimienny pan producent obrzucił mnie argumentami ad personam, czyli oskarżeniami o brak wiedzy, uleganiu telewizyjnej propagandzie i indoktrynacji medialnej, ogólną głupotę, itp., i, zapewne dlatego, abym mogła nadrobić oczywiste braki w wykształceniu, radził mi, żebym oglądała mniej telewizji a bardziej używała rozumu. Na koniec skonstatował, że powinnam się czuć zaszczycona, że w ogóle odpowiedział na taki durny list.
Kilka dni zastanawiałam się, czy odpowiedzieć czy zapomnieć, bo z natury mam niechęć do zużywania cennej energii nerwowej na błahostki. W końcu poszłam na kompromis: odpowiem raz, a potem zapomnę, i tak też zrobiłam. Odpisałam bardzo spokojnie, bezepitetowo i logicznie, że przecież ten pan nie może wiedzieć ile mam o meritum naszego dyskursu wiadomości i dziwi mnie jego napaść na moją osobę, bo co mu zawiniłam. Telewizję oglądam mniej więcej raz na miesiąc, a jeżeli uznał mój list za taki durny, to przecież nie musiał na niego odpowiadać. Pan się zmitygował i przeprosił w odpowiedzi, przy okazji częstując mnie sporą porcją swoich opinii, na które już, zgodnie z planem, nie odpowiedziałam.
Ki diabeł mnie nakłonił do podjęcia dyskursu z takim gościem? Przecież mogłam była przewidzieć, co z tego wyjdzie, bo można było się domyślić, że to jakiś fanatyk. Odnoszę wrażenie, że fanatyzm zaistniał w Polsce podczas mojej 39-cio letniej nieobecności. Przedtem nie byłam go świadoma, choć jest nikła możliwość, że istniał, tylko tego nie zauważyłam w młodych latach, bo byłam zajęta własnymi sprawami. Fanatyzmu jakiegokolwiek rodzaju zdecydowanie nie lubię, uważam, że, tak jak każda przesada, jest nie na miejscu a nawet może być bardzo szkodliwy (patrz Islam).
Jeżeli w Polsce jest duży procent fanatyków (a dokładnych wiadomości na ten temat nie posiadam), to czy grozi nam stan taki, jak w krajach muzułmańskich, gdzie głoszą śmierć ateistom?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fanatyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fanatyzm. Pokaż wszystkie posty
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Wizyta
Dzisiaj na rogu mojej ulicy pojawił się Pan Premier, aby złożyć bukiet kwiatów pod tablicą upamiętniającą "Profesora Lecha Kaczyńskie...
-
Kiedy czytam moje ulubione blogi, nasuwają mi się myśli i wspomnienia wydarzeń, własnych lub zaobserwowanych, które trudno ująć tylko w kom...
-
Jeżeli istnieje polski odpowiednik angielskiego „dress code”, to mam nadzieję, że ktoś mnie uświadomi, bo na takowy się nie natknęłam. Cho...
-
O pięć minut drogi od naszego mieszkania znajduje się niepokaźny sklepik Carrefour. Jest mały i ciasny, bez ruchomych taśm do towarów przy...