Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyprawy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 sierpnia 2014

Harissa - mój przepis

Tym razem, niezwyczajnie dla mnie, będzie wpis kulinarny - owszem, bardzo lubię gotować, nie tak na codzień, ale na specjalne okazje.  Nigdy dotąd nie pisałam o tym, bo chociaż mi to kucharzenie zazwyczaj wychodzi dobrze, to mistrzem  się nie mianuję. Po prostu obczytuję temat w Internecie, a potem na tej podstawie tworzę własny przepis, biorąc ze wszystkich przeczytanych to, co mi się najbardziej podoba i dorzucając swoje "trzy grosze".

Przygotowuję ucztę chrzcinową pierwszego dzieciątka w najbliższej rodzinie od ponad 30-tu lat i jestem tym bardzo przejęta, więc się staram. Powymyślałam najprzeróżniejsze przystawki do bardzo tradycyjnego obiadu i zabrałam się za ich realizowanie, ale zabrakło mi składników, bo nie wszystkie udało mi się dostać - w moim mieście można z łatwością kupić przyprawy do kuchni hinduskiej czy chińskiej, ale mi potrzebna była tunezyjska harissa, której nie udało mi się zdobyć.  Jest to gęsty sos z papryczek chilli, czosnku i kilku egzotycznych ale ogólnie dostępnych przypraw, nic trudnego, więc postanowiłam zrobić ją osobiście.  Poniżej podaję mój próbny, bo pierwszy, przepis.

  • 8 papryczek pepperoni i 2 duże chilli (mogą być suszone, ale użyłam świeżych)

  • 8 dużych ząbków czosnku,

  • po po 2 łyżeczki soli, mielonego kminu rzymskiego i mielonego ziarna kolendry

  • oliwy z oliwek - dałam tyle, ile trzeba na gęstą pastę, ok. 1.5 - 2 łyżki

  • 3 łyżeczki przecieru pomidorowego (puszeczka Pudliszek).


Papryczki przecięłam wzdłuż na pół i oczyściłam z nasion (w gumowych rękawiczkach, bo już się kiedyś poparzyłam) odcinając zielone szypułki ogonki, a potem pokroiłam na mniejsze kawałki. Czosnek grubo posiekałam. Czosnek i paprykę z przyprawami zmiksowałam  do uzyskania gładkiej masy.  Dodałam przecier i oliwę i zmiksowałam do wymieszania. Włożyłam do wyparzonego słoiczka, zalałam wierzch oliwą, szczelnie zakręciłam i do lodówki.

Rezultat: wyszło ok. 325 gramów; pyszne i pachnące, mniej ostre niż Madras curry, czyli trochę piecze w gębie przez pół godziny, ale nie na tyle, żeby nie czuć smaku albo łzawić.  Zresztą używa się tego głównie jako przyprawy do sosów lub jak musztardy, do przyprawiania potraw na talerzu, więc w niewielkich ilościach.  Podobno zioła i ostre przyprawy wspomagają trawienie i rozkładają tluszcze, powodując mniejsze ich wchłanianie, więc to zdrowe!

Dopisek z 19.08.2014: po tygodniu przechowywania sos zrobił się o wiele łagodniejszy, może z powodu zalania oliwą, której część musiała przesiąknąć w dół.  Oliwa rozpuszcza substancję, która powoduje ostrość i Arabowie regulują ostrość harissy właśnie przez dodawanie oliwy.

Wizyta

Dzisiaj na rogu mojej ulicy pojawił się Pan Premier, aby złożyć bukiet kwiatów pod tablicą upamiętniającą "Profesora Lecha Kaczyńskie...